C jak Chmura


18 sierpnia 2016

Przemysław Galiński

C jak Chmura

W polskim alfabecie mamy 32 litery. Niektóre z nich stały się swoistymi symbolami np. litera „A” symbolizuje przystanek autobusowy, małe „e” to logo przeglądarki Internet Explorer, a „S” to symbol Supermana. Myślę, że niedługo litera „U” dołączy do tego grona i będzie każdemu kojarzyć się z jedną z największych na świecie firm świadczących usługi transportowe – choć nieposiadającą jak na razie swojej floty transportowej. Chodzi mi o firmę Uber. Dlaczego piszę o Uberze na blogu technologicznym? Ponieważ Uber stał się symbolem ogromnej zmiany ekonomicznej oraz technologicznej w globalnej gospodarce.

Nie tylko Uber, ale także WhatsApp czy Airbnb to firmy, które według teorii Clayton Christensena zbudowały swój model biznesowy bazując na teorii disruptive innovation. To innowacyjność, która w dużym uproszczeniu zakłóca obecny porządek biznesowy. Jeśli na świecie istnieje jakaś firma, która rozwijała i doskonaliła swój produkt przez wiele lat, a klienci nadal chcą go używać, to istnieje ogromne ryzyko, że prędzej czy później pojawi się konkurencja, która będzie chcieć ten sukces wykorzystać, kopiując go w mniej lub bardziej udany sposób.

Każdy CEO powinien mieć gotowy plan dotyczący ryzyka pojawienia się konkurencji. Bada on makro- oraz mikrootoczenie, sprawdza ryzyko pojawienia się substytutów oraz ocenia bariery wejścia na rynek (prawne, technologiczne czy finansowe) – wszystko zgodnie z teorią zarzadzania. Rozpatrując jeszcze inne wskaźniki ryzyka można przewidzieć, czy nasze przychody mogą być zagrożone, a byt naszej organizacji zachwiany. Taki model działa nadal, ale coraz częściej na rynku pojawiają się tzw. disruptors. Są to firmy, które często nie mając wielkiego zaplecza technologicznego ani ogromnych zasobów finansowych, z głową pełną pomysłów i wsparciem nowych technologii są w stanie zdemolować rynek i zgarnąć z niego potężną część przychodów. To wszystko jest następstwem tzw. Czwartej Rewolucji Przemysłowej. Technologia nigdy wcześniej nie była tak łatwo dostępna. Obecnie nawet mała organizacja, która powstała gdzieś w garażu ma dostęp do technologii (przede wszystkim informatycznej) i zasobów, które jeszcze chwile temu były dostępne tylko dla największych i najbogatszych korporacji. To przede wszystkim szeroko pojęty Cloud Computing dał takie możliwości.

Jeśli budujesz start-up i chcesz stworzyć aplikację, liczysz się z tym, że będziesz mieć 10, 100 czy nawet 1000 użytkowników. Wszystko możesz zaplanować, przygotować zasoby i jeśli aplikacja będzie naprawdę dobra, zdobędziesz pierwszych klientów i pojawią się pierwsze przychody. Ale co w przypadku, gdy aplikacja i pomysł będzie rewelacyjny, a z AppStora czy sklepu Android Play pobierze ją 100 tys. użytkowników (czego Ci życzę)? Łatwo przewidzieć konsekwencje – duże obciążenie aplikacji sprawi, że będzie działać po prostu źle, nie dlatego, że jest słaba ale dlatego, że pojemność zasobów, które zaplanowałeś jest zbyt niska. Użytkownicy nie będą analizować przyczyn, tylko po prostu ją odinstalują – tak jak 8 na 10 zainstalowanych aplikacji, które są odinstalowywane pierwszego dnia.

Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz! Tutaj z pomocą przychodzi technologia. Wykorzystując mądrą architekturę i zaplecze dostawcy cloud możemy tak zbudować back-end aplikacji, że zasoby będą niemal nieograniczone. Można się wtedy skupić na spełnieniu potrzeb użytkowników. Właśnie o to chodzi – żeby skupić się na klientach, a nie na swojej firmie. Możemy wykorzystać także szereg unikalnych i dostępnych tylko w chmurze serwisów sprawiających, że aplikacja i pomysł będą jeszcze lepsze. Firmy takie jak Uber skupiają się na zadowoleniu klientów i dostarczeniu usługi transportowej, a nie na budowaniu wartości firmy poprzez kupowanie wielkiej ilości pojemnych i drogich serwerów, budowaniu Data Center czy też nawet wynajmowaniu kolokacji, aby obsłużyć lawinowo rosnący ruch. Dzięki temu cena usługi będzie na tyle atrakcyjna dla klientów, że to właśnie ją wybiorą..

Z punktu widzenia użytkownika/klienta nie ma znaczenia co jest w środku aplikacji, która w przypadku Ubera (czy także WhatsAppa lub Airbnb) jest centralnym miejscem. Ma ona działać bardzo dobrze, mieć najlepszy, przyjazny interfejs i dostarczać klientowi usługę – transport, wynajem noclegu, usługę komunikacji czy inną potrzebę spełnioną szybko, tanio i dobrze.

Uberyzacja to właśnie przeniesienie całej uwagi organizacji na spełnienie potrzeb użytkowników przy jednoczesnym nieprzenoszeniu ciężaru wszelkiego rodzaju inwestycji na nich – żeby to zrobić warto wykorzystać wszystko, co oferuje obecnie świat nowych technologii. Z mojego punktu widzenia jako pracownika korporacji dostarczającej takie rozwiązania, niesamowity jest fakt, że wykorzystując takie narzędzia firmy odmieniają świat. A jeszcze bardziej niesamowite jest to, że nie wiemy, co będzie za chwilę…

Zainteresował Cię nasz blog i chcesz wiedzieć więcej?

Zapisz się na nasz newsletter

Na Twój e-mail wyślemy ciekawe informacje związane z blogiem i IBM